Śmierć spadochroniarza. Jest oświadczenie organizatora skoków

Przypomnijmy, w niedzielę 11 maja około godz. 14.15 w rejonie stacji paliw przy ulicy Jana Pawła II w Nowym Targu doszło do wypadku spadochronowego. Mimo reanimacji, życia 40 letniego mężczyzny z Gorlic nie udało się uratować.

Jak przekazaliśmy (LINK) za portalem goral24.pl: – 40-letni mężczyzna spadł z dużej wysokości po tym, jak najprawdopodobniej doszło do problemu z otwarciem spadochronu. (…) Na miejsce natychmiast skierowano wszystkie służby ratunkowe. W akcji brali udział ratownicy Zespołu Ratownictwa Medycznego z Nowego Targu, strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Nowym Targu oraz załoga Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pomimo wysiłków ratowników i strażaków stwierdzono zgon na miejscu.

Jak to zwykle w takich okolicznościach bywa, sprawdzeniu poddany zostanie stan techniczny sprzętu oraz sam przebieg skoku. Skoczkowi, o czym mówili policjanci, nie otworzył się spadochron główny, a jakby pecha było mało z powodu skręcenia linek zawiódł też spadochron pomocniczy… 

Prócz gorliczanina skoki oddawało piętnaście innych osób, ale żadnej z nich szczęśliwie nic się nie stało. 

Jest oświadczenie

Głos w tej tragicznej sprawie postanowili zabrać przedstawiciele Szkoły Spadochronowej Skoczek odpowiadającej za organizację skoków w Nowym Targu. 

„Skoczek posiadający świadectwo kwalifikacji wykonywał swój około 270 skok spadochronowy. Ten skok wykonywał w kombinezonie typu wingsiut na własnym sprzęcie spadochronowym. Wg relacji świadków na około 1000 m wypiął czaszę główną i otworzył spadochron zapasowy, który się w całości napełnił, ale skoczek z niewiadomych przyczyn nim nie sterował. Przyczyny wypadku bada Państwowa Komisja Badań Wypadków Lotniczych i prokuratura. Jako Organizatorzy Skoków łączymy się w żałobie z rodziną i bliskimi” – przekazała strona „Skoki Spadochronowe Nowy Targ” w mediach społecznościowych. 

Fot. Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Targu